Jakiś czas temu zaczęłam bardziej zwracać uwagę na to, co pokazuje mi algorytm Instagrama i Facebooka. Dużo treści typu feministki vs mężczyźni, coach mówiący o tym, jak poradzić sobie z dowolną jednostką chorobową, fragmenty podcastów o związkach, wierzący vs ateiści, a nawet skróty odcinków „Prawo i porządek”. Zauważyłam, że czuję się naprawdę zdołowana po takiej dawce negatywnych materiałów. Zaczęłam zastanawiać się, dlaczego algorytm pokazuje mi to wszystko notorycznie, mimo że nie lajkuję tych treści. Gdy weszłam w historię aktywności, lajki zostawiam tylko pod postami znajomych z wakacji i zdjęciach słodkich zwierzaków.
Jak algorytmy social mediów działają na nasze emocje
Zaczęłam więc wchodzić głębiej w ustawienia i aktywność w tych aplikacjach, jednak natłok opcji do sprawdzenia może przyprawić o ból głowy. Porozmawiałam na ten temat trochę z ChatGPT i zwrócił uwagę na ciekawy aspekt: algorytmy w social mediach działają w dużej mierze na zasadzie „dopaminowej pętli”, podbijając treści, które wywołują silne emocje (niestety często negatywne).
Gdy widzę rolkę o treściach, które mnie emocjonalnie triggerują, nie umiem się oderwać i oglądam ją w całości. Czasami czytam komentarze – to pułapka, zaprojektowana, by zatrzymać moją uwagę na dłużej.
Kiedy humor przestaje relaksować
Większość postów i memów, które przesyłamy sobie ze znajomymi, przepełnione są sarkazmem i niezadowoleniem z różnych tematów. W ironiczny sposób pokazują absurdy życia codziennego, co samo w sobie jest zabawne i uwielbiam taki humor. Jednak przesyt treści w social mediach i wieczne niezadowolenie nie sprzyjają pozytywnemu nastrojowi.
Zrozumiałam, jak bardzo social media wpływają na nasze samopoczucie, nawet jeśli chodzi tylko o drobne memy i komentarze.
Moja przerwa od Facebooka – pierwsze wnioski
Jakiś czas temu odinstalowałam Facebooka i nie czuję, żeby mi czegoś brakowało. Gdy potrzebuję coś sprawdzić, np. ciekawe wydarzenia w mieście, robię to z poziomu komputera. Jestem na grupie Wirtualna Podzielnia, postuję tam okazyjnie, gdy chcę przekazać rzeczy dalej w dobre ręce. W zasadzie na tym kończy się moja styczność z tą platformą. Pamiętam, jaka ogarnęła mnie ulga i spokój, gdy po kilku dniach zobaczyłam, ile czasu mniej spędzam na telefonie.
Odinstalowałam Instagram
Dzisiaj, w chwili pisania tego wpisu na blogu, odinstalowałam Instagram. Nie ukrywam, że zainspirował mnie do tego mój partner, który stracił dostęp do swojego konta i przenieśliśmy się z codziennymi rozmowami na klasyczne SMS-y.
Czuję się z tym dziwnie. Z jednej strony mam spore FOMO, czyli lęk przed przegapieniem ważnej informacji. Ale z drugiej strony odinstalowanie aplikacji było cudownym uczuciem, jakbym zrzucała ciężki kamień ze swojej klatki piersiowej. Z ciekawością będę obserwowała, jak będę dalej reagowała na taką zmianę.
Świadome korzystanie z mediów społecznościowych – mój nowy plan
Nie rezygnuję jednak z social media całkowicie. Służbowo korzystam nadal z LinkedIn, traktując go jak inne zadania w pracy – np. sprawdzanie maila. Planuję też dalej prowadzić Instagrama dla profilu bloga, ale tylko z poziomu komputera.
Nie uważam, żeby social media były złem wcielonym. Są świetnym narzędziem do zdobywania wiedzy i utrzymywania kontaktu ze znajomymi. Dla mnie jednak świadome korzystanie z social mediów oznacza, że nie poświęcam własnego spokoju na scrollowanie bez celu, skoro mamy tyle mniej uzależniających alternatyw.
Moje wskazówki – jak rozsądnie korzystać z social mediów
- Ogranicz czas spędzany w aplikacjach – ustaw limity (u mnie się nie sprawdziło) lub korzystaj tylko z komputera (to z kolej polecam)
- Zastąp scrollowanie innym zajęciem: sama ostatnio zaczęłam wyszywać 🙂
- Przestań obserwować konta, które wpływają negatywnie na Twój nastrój
- Obserwuj tylko te profile, które naprawdę coś Ci dają
- Lub zrezygnuj z nich całkowicie. Przed Facebookiem świat się kręcił i będzie się kręcił po nim 😉
